Korzenie internetu sięgają lat 60. XX wieku. Jednak śmiało można powiedzieć, że do takiej ogólnej świadomości przebił się pod koniec lat 90. XX wieku. Film Matrix miał premierę w Polsce w sierpniu 1999 roku, i wtedy już mniej więcej internet był znanym wynalazkiem. Ale trzy, cztery lata wcześniej była to rzecz niszowa, używana m.in. przez środowiska akademickie, przez studentów informatyki i tak dalej…

Wieki mroczne

W roku 1990 nie było telefonów komórkowych, a komputer był dużym luksusem. Ja pierwszy komputer, dostałem chyba ok. roku 1993 i był to Commodore C-64, na którym głównie dało się grać w jakieś tam gierki. Kilka lat później wszedłem w posiadanie Amigi 600, a prawdziwego – jak to się wówczas mówiło – IBM-a dorobiłem się dopiero bodajże w 1999 roku. Wtedy też pojawił się w domu modem i wszystko, co za tym idzie… Ale o tym będzie w kolejnym odcinku podcastu. Nie uprzedzajmy faktów. 

Mojego kolegi ojciec, który był dyrektorem w firmie, miał takiego służbowego laptopa Toshiba. To było gdzieś w pierwszej połowie lat 90. Ten komputer miał rozmiary walizki i nie otwierał się tak jak dzisiejsze laptopy, na pół. Jego ekran, to była mniej więcej połowa z połowy. Miał taki mały, bardzo płaski, monochromatyczny ekranik, i pod niektórymi kątami nie było na nim nic widać. Graliśmy na nim w North & South. Wiem, że to było w pierwszej połowie lat 90., bo dopiero później, jak już miałem Amigę, grałem w North & South w kolorze.

Więc jak już mówiłem, świadomość tego, że istnieje coś takiego jak internet, docierała do nas pod koniec lat 90., a wcześniej mało kto o tym słyszał.

Co się robiło przed internetem?

Otóż mam wrażenie – i to pewnie potwierdzi wiele osób – że więcej czasu niż dzisiaj spędzało się na dworze. Wiecie… brak internetu to także brak bombardowania ludzi informacjami o wypadkach, morderstwach i porwaniach… Więc ja w roku 1990, mając lat 7, grałem na dworze w piłkę do godziny 22:00 albo 23:00. Jest nawet taka rodzinna anegdota, jak o 23:00 mój tato wołał mnie przez balkon, że mam iść do domu, a ja krzyczałem – po co?

To były dość radosne czasy. Pamiętam, że była nas całkiem spora paczka. Wychodziło się na dwór i zawsze ktoś się znalazł. A jak się nie znalazł, to chodziło się od drzwi do drzwi i pytało się, czy Łukasz albo Krzysiek wyjdzie… Potem, w połowie lat 90. pojawiły się jeszcze domofony. Więc się dzwoniło domofonami. I to był prawdziwy szok kulturowy, bo to już były dwa telefony w domu! Jeden do dzwonienia do kolegów, a drugi, żeby koledzy dzwonili z dołu. 

Konsumowało się treść drukowaną

W epoce przedinternetowej konsumowało się też ogromne ilości treści drukowanych. Przede wszystkim takim medium, które pozwalało poznawać świat, był komiks. Na początku lat 90. był to Tytus oraz Kajko i Kokosz. Nieco później Asterix i Obelix, Batman i tak dalej. I czytało się te komiksy po wielokroć. Naprawdę po wielokroć. Człowiek nie miał co robić, to brał komiks i czytał. Sterta komiksów to był normalny widok.

Czytało się też prasę np. Nową Fantastykę czy Fenixa. Ja po te rzeczy sięgnąłem w drugiej połowie lat 90., ale mam takie wcześniejsze wspomnienia, jak przeglądałem stertę tych czasopism u mojego starszego kuzyna. I było to owiane taką atmosferą niesamowitości, takiego dopuszczenia do skarbca wiedzy tajemnej… były tam też takie starsze i poważniejsze komiksy jak np. Funky Koval

Były oczywiście gazety – nazwalibyśmy to dziś lajfstajlowe –  typu Bravo i Popcorn, później Machina. Czasem jak wpadło w ręce to się czytało. Możecie się śmiać. Ale ja miałem takie jedno Bravo, w którym było fotostory z Terminatora 2. Czyli takie streszczenie ze screenami z filmu. A ponieważ ja widziałem tylko terminatora 1… i teraz ważna rzecz – mówimy prawdopodobnie o okolicach roku 1992 lub 1993, a więc miałem wtedy 9-10 lat. Ponieważ ja widziałem tylko Terminatora 1, a mój kolega Kacper widział już dwójkę, to ja nie chciałem się czuć wykluczony społecznie i pilnie to fotostory studiowałem. Bo nie było możliwości w roku 1992 czy 3 obejrzeć Terminatora 2. Zjechana, piracka kopia VHS w lokalnej wypożyczalni była po prostu nieustannie wypożyczona… dopiero po jakimś czasie cudem udało mi się ja dorwać.

Oglądało się telewizję

Dziś modnie jest powiedzieć, że się telewizji nie ogląda. Ja też nie oglądam telewizji, ale oglądam netflixa, HBO czy YouTube. Tak naprawdę różnica jest taka, że dziś ogląda się to, co chce się w danej chwili oglądać, a wtedy trzeba było czekać. Pamiętam jak założyliśmy sobie kablówkę w 93 czy 4. MTV było jeszcze telewizją muzyczną i była chyba nawet po angielsku. Czekało się do 23:00 żeby obejrzeć Beavisa i Buttheada. Pamiętam, że czekało się też na listy przebojów. Jak wyszła płyta Superunknown zespołu Soundgarden w 1994 roku to razem z braćmi czatowaliśmy na teledyski Black Hole Sun czy Spoonman

Rzeczy wtedy nie były tak na wyciągnięcie ręki jak dzisiaj. I chyba też przez to sprawiały większą przyjemność. Zwłaszcza takie rzeczy niepozorne, jak właśnie teledysk.

Prasa komputerowa

Pojawiła się też w międzyczasie prasa komputerowa. W moim przypadku pierwszym takim periodykiem był Top Secret, numer 4/1994 z taką czachą na okładce. Pamiętam to jak dziś. Później niemalże co miesiąc kupowałem i czytałem po wielokroć, od deski, do deski. Śmiało powiedzieć mogę, że teksty Alexa i Gawrona, Emila Leszczyńskiego czy Sir Haszaka w pewien sposób ukształtowały mnie. To byli moi pierwsi mistrzowie. Ich styl naśladowałem pisząc później wypracowania na język polski, a legendarna epopeja Piwem i Mieczem, którą zczytałem niemal do wyblaknięcia tuszu, stanowiła dla mnie archetyp świetnego fantasy…

W prasie komputerowej, ale tej poważniejszej, pojawiały się pierwsze sygnały o tym, że może istnieć coś takiego jak internet. Były artykuły, z których nic się nie dało zrozumieć… o jakichś protokołach http, o BBS-ach… W dalszym ciągu była to czysta abstrakcja, która jeszcze na długo pozostawała dla mnie i dla wielu innych czarną magią. To był hermetyczny świat turbonerdów, ale od tego po prostu nie dało się uciec… 

Demoscena

Muszę jeszcze wspomnieć o jednym fenomenie. Zanim jeszcze do mojej świadomości dotarł fakt istnienia internetu, była jeszcze Demoscena. Czym była Demoscena? Chodziło o to, że ludzie łączyli się w grupy – programistów, grafików, muzyków i tworzyli tzw. dema, które były małymi programikami, które tak de facto były filmikami przedstawiającymi animacje okraszone muzyką. Odbywały się imprezy i ukazywały się ziny, które można było zamówić drogą pocztową – czyli wysyłało się list z prośbą o przesłanie dyskietki – bo te magazyny były na dystkietkach – a potem przychodziła dyskietka, na której były dema, grafiki i muzyki. Ja też w pewnym momencie się wkręciłem i coś tam działałem w takim kultowym programiku Fast Tracker II, aczkolwiek właśnie ten brak możliwości prostej komunikacji z innymi nerdami sprawił, że nie zostałem przy tym temacie dłużej.

Łojenie w Duke’a i storny w Pajączku

W okolicach ósmej klasy… To był chyba rok 1997, na lekcjach informatyki poznawaliśmy takie zagadnienia jak granie w Duke Nukem 3D w sieci, czy tworzenie stron internetowych w Pajączku i w CoffeCup. Tak… to chyba był taki faktyczny początek. Może tworzenie stron internetowych to zbyt dużo powiedziane, ale coś tam liznąłem wtedy HTMLa. 

Niewątpliwie rok 1997 był rokiem moich pierwszych kontaktów z internetem, choć – tak jak wspomniałem – sam miałem komputer i modem dopiero dwa lata później. 

1 komentarz do “#01 Jak było przed internetem?”

  1. Pingback: blzsf podcast #02 Trudne początki internetu w Polsce - bartoszadamiak.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *