W roku 1997, kiedy ja na informatyce w ósmej klasie tworzyłem swoje pierwsze strony w pajączku, niejaki John Barger rozpoczynał tworzenie strony Robot Wisdom, która była swego rodzaju pamiętnikiem, dziennikiem, w którym autor dzielił się swoimi przemyśleniami na temat sztucznej inteligencji czy twórczości Jamesa Joyce’a. 

Logging the web

Czynność, którą robił, określał jako logging the web. Tłumacząc dosłownie logowanie sieci, chociaż bardziej adekwatnym kontekstem będzie dziennik pokładowy czyli z angielska logbook. Czyli prowadzenie dziennika w sieci. Z czasem skróciło się to do weblog, a w końcu do samego blog.  Ta ostatnia wariacja datowana jest na rok 1999, a jej autorstwo przypisuje się niejakiemu Peterowi Marholzowi, który słowo weblog podzielił na we blog, co było grą słowną i jednocześnie słowotówrstwem… oznaczało to “my blogujemy”.

Czym blog różni się od strony internetowej?

Z technicznego punktu widzenia, blog ma wpisy, które można komentować, kategorie, najczęściej też jakieś archiwum, które umożliwia przeglądanie wcześniejszych wpisów. 

Z punktu widzenia redakcyjnego, nieodłącznym elementem bloga jest bloger, czyli autor. 

W latach 90. wielu nerdów tworzyło swoje strony internetowe, na których było ich zdjęcie przy komputerze oraz artykuły o linuksie. Więc, jeżeli te artykuły o linuksie ukazywały się w miarę regularnie, to właściwie już w tym momencie można powiedzieć, że mamy do czynienia z blogiem, nawet jeśli od strony technicznej strona ta nie miała konstrukcji bloga. 

W blogu istotny jest właśnie ten charakter osobistego dziennika, a ta cała otoczka techniczna, te systemy zarządzania treścią, które rozwinęły się później, w odpowiedzi na potrzebę blogerów poszukujących łatwych rozwiązań, to jedynie techniczna nadbudówka. Ona też oczywiście ewoluowała, miała swoje ciekawe momenty, ale to jakby nie jest clue tematu…

Pierwsza dekada XXI wieku

Blogi, zarówno na świecie, jak i w Polsce, na dobre spopularyzowały się w pierwszej dekadzie XXI wieku. Aczkolwiek, jak zasygnalizowałem w poprzednim odcinku, w Polsce, przez długi czas, słowo “blog” kojarzyło się mało poważnie. Kojarzyło się z pamiętniczkiem pisanym przez nastolatkę. Był to czas, kiedy pisanie bloga nie było czymś, czym człowiek chwalił się w towarzystwie innych, dorosłych ludzi. Nawet jeśli był to poważny blog o entomologii, który czytały wszystkie piwniczaki w całej okolicy. 

W związku z powyższym, coraz częściej zadawaliśmy sobie pytania takie jak: ile prywatności możemy pokazywać w sieci i czy kogoś to w ogóle obchodzi? Dziś temat prywatności jest również bardzo na czasie. Istnieją zaawansowane systemy zbierania informacji o użytkownikach, ale też istnieją rozwiązania mające chronić prywatność. W czasach prehistorii blogów prywatność uchylało się poprzez dzielenie się swoimi myślami na blogu, a chroniło się ją np. poprzez używanie pseudonimu zamiast imienia i nazwiska. 

Od Kominka do Jasona Hunta

I tak, bardzo wielu blogerów wyrosło z takiej tradycji, że posługują się właśnie pseudonimami. Przykładem takiego blogera, który przez długi czas ukrywał się pod pseudonimem, jest Kominek, który blogował od 2005 roku, głównie o sprawach damsko-męskich. Zyskał sobie ogromną popularność, swój sukces w swoim czasie bardzo umiejętnie zmonetyzował, przebrandowił się na Jasona Hunta i został ekspertem od blogów i blogosfery. 

Platformy i blogi MFA

Masowy rozwój blogosfery umożliwiły platformy jak blox.pl czy znany wcześniej jako Blogger, wykupiony w 2003 roku przez Google blogspot. Platformy te umożliwiały wyklikanie nowego bloga dosłownie w kilka minut.

Blogi te oczywiście wizualnie były często na jedno kopyto i umożliwiały bardzo ograniczoną personalizację, stąd też znakiem rozpoznawalnym tych platform stały się właśnie te masowo tworzone pamiętniki anonimowych osób z internetu.

W późniejszym czasie także blogi MFA czyli Made For Adsense, czyli blogi, których jedynym celem było zarabianie na reklamach kontekstowych. Część z nich wnosiła jakąś wartość. Część była zwyczajnie spamerska. 

Darren Rowse i Problogger

Sieci reklamowe takie jak adsense, roztoczyły przed luźmi perspektywy łatwego zysku, bez wychodzenia z domu. Jak sugerował Darren Rowse w swojej książce ProBlogger. Jak czerpać zyski ze swojego bloga, wszystko tak naprawdę sprowadzało się do znalezienia swojej niszy, jakiegoś tematu, który będzie dla ciebie na tyle wciągający, żebyś mógł, mogła o nim pisać przez lata, a następnie konsekwentnie robić to tak długo, aż staniesz się widoczny, widoczna i ludzie zaczną przychodzi do ciebie w poszukiwaniu odpowiedzi na nurtujące ich pytania.

Idea jak najbardziej słuszna i mająca zastosowanie i dziś. Oczywiście różnie wyglądały realizacje tego pomysłu. Niektórym udawało się odnieść sukces, czasem nawet spektakularny, inni zniknęli w bezimiennej masie.

Jakościowa rewolucja i powstanie influencerów

Mniej więcej na przełomie pierwszej i drugiej dekady XXI wieku… w okolicach 2010-2011 roku, na dobre rozkręciła się moda na blogi jakościowe, a więc odejście od tych darmowych, gotowych platform blogowych, na rzecz WordPressa, własnego hostingu, własnej domeny i budowania własnej marki. 

Pojawił się Michał Szafrański, który praktycznie odmienił oblicze blogosfery finansowej. Wcześniej takie rzeczy robili blogerzy marketingowi jak Natalia Hatalska czy Maciej Budzich, ale w blogosferze finansowej, przed Michałem Szafrańskim dominowała anonimowość i darmowe platformy blogowe.

Po spektakularnym sukcesie bloga jakoszczedzacpieniadze.pl wyraźnie więcej blogów zaczynało wyglądać profesjonalnie, a ludzie, którzy za nimi stali, zaczęli poważnie podchodzić do kwestii wizerunkowych. Można powiedzieć, że to był moment, w którym zrodziło się zjawisko influencerów. Nie twierdzę, że to zasługa wyłącznie Michała Szafrańskiego. To raczej koincydencja niż ciąg przyczynowo-skutkowy, bo nie zapominajmy, że równolegle na znaczeniu zaczęły zyskiwać inne formy treści – zwłaszcza video i serwisy nastawione na obraz.

Blogi firmowe

Przełom dekad był także czasem, kiedy firmy zaczęły masowo wchodzić w blogi. Dominik Kazanowski, jeden z twórców Naszej Klasy, prowadził w latach 2007-2016 serwis blogifirmowe.com, który poświęcony był…. blogom firmowym. Wiecie… jeżeli gościu, który brał udział w tworzeniu jednego z najgłośniejszych, polskich portali społecznościowych, zainteresował się, obserwował temat blogów firmowych, to wiedzcie, że coś się działo. I działo się… 

Druga dekada XXI wieku była czasem, kiedy nikt już nie pamiętał o blogaskach nastolatek. Wszyscy w blogach upatrywali cudownego środka na rozwiązanie wielu… ba… wszystkich problemów. Blog mógł być źródłem zarobku, mógł pomagać kreować wizerunek i w końcu zdobywać wartościowy ruch i monetyzować go na różne sposoby, zarówno przez zwykłych autorów, jak i firmy… 

Antyweb i Spidersweb

Serwisy takie jak antyweb.pl czy spidersweb.pl wyrosły z technologicznych blogów. Grzegorz Marczak zaczął prowadzić swojego bloga antyweb.pl w 2006 roku. Pisał wtedy w rubryce “o mnie” tak: “Pracuje – jak każdy kto chce przeżyć muszę pracować – mam to szczęście że robię to co lubię robić. (…) zawodowo zajmuję się ogólnie rozumianym IT, z dużym naciskiem na system do zarządzania organizacją klasy ERP. Hobbystycznie – wpadam na takie dziwne pomysły jak stworzenie canon-board czy pytamy.pl.”

Spidersweb.pl … trudno mi ustalić, kiedy dokładnie wystartował. W każdym razie Przemysław Pająk pisał o sobie tak: “Przemysław Pająk. Lat trzydzieści i jeszcze kilka. Sercem Sosnowiczanin, urodzony w Katowicach (tragizm życiowy na całego). Umysłem marketingowiec, a w szczególności PRowiec. Mąż swojej żony.”

Niżej konto na flakerze… Czy ktoś w ogóle pamięta jeszcze flakera? 🙂

Dziś oba te serwisy…. serwisy, bo już trudno nazwać je blogami, w dalszym ciągu posiadają jakąś tam cząstkę charakteru blogowego. Chociaż są to poważne firmy z branży medialnej, choć funkcjonują jak poważne media i generują całkiem spore dochody z reklamy, to w dalszym ciągu czuć w nich ducha tych starych blogów technologicznych… właśnie przez to szczególne połączenie na linii dziennikarz-czytelnik. I to jest dobre. 

Blogi dziś

Dobrze… skoro już jesteśmy przy dzisiejszych czasach, warto powiedzieć o tym, że dziś blog jako miejsce publikowania treści, jest kwestią nieco podrzędną względem samej osoby. Jak już wspomniałem, w drugiej dekadzie XXI wieku ludzie zaczęli blogować z otwartą przyłbicą, często budując swój wizerunek bardzo świadomie. Zrodził się termin influencer i tak na dobrą sprawę dziś influencer może zarówno prowadzić bloga, profil na instagramie czy video bloga na you tubie. A my i tak możemy nazywać go blogerem. Lub influencerem. Jak kto woli. 

Weźmy takiego Tomasza Rożka. Jest on naukowcem i osobą występującą w mediach, prowadzącą programy, więc pewnie też i dziennikarzem. Ale jest też influcencerem, posiada swoje własne kanały dotarcia do sporych grup osób na youtubie i facebooku. Ale jeżeli wejdziemy na naukatolubie.pl to zobaczymy, że jest tam także blog, na którym są klasyczne wpisy… Ale i podcast.

Dziś wszystko to się wzajemnie przenika. Wszystko jest contentem. Bloger to influencer i nie tworzy już tylko bloga. Tworzy treść. Albo raczej generuje ten influence czyli wpływ. Wpływa na ludzi poprzez tworzone przez siebie treści…

Firmy także tworzą swój content, ale są w tym dalece mniej wiarygodni niż influencerzy. W pewien sposób firmy zatrzymały się na tych blogach firmowych. To dalej jest must have, ale to nie jest hype tylko raczej (często smutna) konieczność. 

Influencer marketing

Uzupełnieniem tej luki stał się influencer marketing, a więc marketing specjalizujący się w działaniach marketingowych we współpracy z influencerami. Ma on bardzo różne oblicza. Dostarcza narzędzi, ale też pośredniczy w kontaktach z influencerami. Swego czasu jak grzyby po deszczu powstawały agencje, które specjalizowały się w tego typu marketingu i zrzeszały influencerów, dzięki czemu firma mogła za jednym zamachem zrobić kampanię z udziałem wielu influencerów, a kampanię koordynowała ta agencja.

Wielu influencerów działa także na swoją rękę, pilnując twardą ręką własnych interesów, lub zatrudnia sobie pracowników, którzy o to dbają. Niektórzy zrzeszają się sami w większe grupy, albo na zasadach demokracji, albo z jednym liderem, który wnosi do takiej grupy najwięcej. 

Przyszłość blogosfery?

Uważam, że w ciągu ostatnich trzech dekad dynamika była powalająca. Lata 90. pustka i garstka piwniczaków. Pierwsza dekada XXI wieku – raczkująca blogosfera. Druga dekada – stworzenie influencera i gigantyczna wielokanałowość. Jaka będzie ta kolejna dekada i jeszcze następna?

Content nie musi oznaczać tekstu

Sądzę, że bardzo rozwinięte zostaną rozmaite narzędzia, które z treści video i audio, będą w stanie wyciągnąć treść. Google nauczy się indeksować treść podcastów i wyświetlać je w wynikach wyszukiwania bez konieczności tworzenia transkrypcji. 

Urządzenia mobilne

Telefony sprawiły, że konsumowanie contentu to już nie jest czytanie bloga na ekranie komputera. Czytanie na telefonie jest mało praktyczne. Raczej konsumuje się multimedia. I już nie przy biurku, ale wszędzie – w komunikacji miejskiej, w szkole, w pracy, w terenie… ale przez to konsumuje się szybciej i treści lżejsze. 

Odejście od online’u

Paradoksalnie nastąpiło też pewne odejście od internetu np. blogerzy i influencerzy zaczęli pisać książki. Była taka moda. Teraz już trochę jakby się skończyła, ale była. Pojawiło się też Fame MMA, gdzie influencerzy spotykają się i walczą. To też pewien znak czasu. Friz i Ekipa zarabiają na lodach i gadżetach. 

Rozczarowanie influencerami w obliczu pandemii

W czasie pandemii Krzysztof Gonciarz stwierdził, że w obliczu pandemii większość influencerów tak naprawde nie ma nic ciekawego do powiedzenia. 

Zawodowcy w grze

Z kolei tryumfy święci Kanał sportowy stworzony de facto przez grupę dziennikarzy sportowych. Wcześniej dziennikarze, którzy odeszli z Trójki stworzyli Radio Nowy Świat i Radio .357. Paweł Drozd założył podcast Brzmienie świata z lotu Drozda. Dariusz Rosiak Raport o stanie świata, a Dariusz Bugalski podcast K3. Wszyscy oni, jako profesjonaliści, w jakiś sposób zawstydzili twórców tradycyjnie wyrastających z internetu.

Należałoby sobie zadać pytanie – czy istnieje dziś blog, który regularnie, pasjami czytam? Jeżeli o mnie chodzi to nie. Powiedziałbym, że blogi to relikt przeszłości. Na jakiś blog trafić mogę co najwyżej przypadkowo, przez google, szukając odpowiedzi na jakieś pytanie. 

Kluczowe pytanie

Czy zatem blogi mają jeszcze jakiekolwiek szanse na przyszłość? Czy w roku 2021 można jeszcze usiąść i zacząć pisać bloga?

Powiem szczerze, że chyba w to wątpię. Pewien etap się zakończył. Pewne drzwi się zamknęły. Ale oznacza to tylko tyle, że jeżeli ktokolwiek aspiruje do tego, by tworzyć jakieś treści z powodu pasji czy z przyczyn zawodowych, i oczekuje w związku z tym czegoś więcej niż po prostu samego faktu, że te treści będą dostępne online, to powinien myśleć bardzo szeroko, bardzo perspektywicznie, bardzo wielokanałowo i multimedialnie. I pewnie także bardzo nieszablonowo. 

Przewidzenie przyszłych trendów jest niezwykle trudne, ale z tego, co mamy dziś, rysuje się wizja przyszłości, w której zaistnieć będzie trudno. Będzie potrzeba czegoś więcej. Czegoś znacznie, znacznie więcej.

1 komentarz do “#03 Blogosfera wczoraj, dziś i jutro”

  1. Pingback: Yoast SEO – najlepszy przyjaciel webpublishera - bartoszadamiak.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *